Wiatr pół-zach. 21.6 km/h
Park. Wokół zielono. Płuca sycą się świeżym powietrzem prosto po deszczu.
Przeskakuję przez większe kałuże - taki mam zwyczaj.
Na liściach pełno przeźroczystych , deszczowych krysztłów. Są piękne:)
Idąc wąską alejką po schodkach , wdycham skulmulowany zapach kwitnących krzewów, słodki i delikatny.
Jestem szczęśliwa i spokojna. Dobrze mi z tym. Lubię spacery z psem:)
No i odniosłam pewien mały sukcesik.......uczciwie na niego zapracowałam:):):)
Ostatni tydzień do łatwych nie należał , zarówno z racji pracy jak i zmiennej pogody: gorąco i słonecznie a następnego dnia chłodno i deszczowo.
I tak na przemian. Dziś opcja: chłodno i deszczowo.
Na mnie działa to wszystko w sposób taki , że chodzę niezbyt przytomna , śnięta niczym mucha i bolącą łepetyną - niestety:(
A plan na dzisiejszy dzień posiadam poważny , generalne porządki mieszkaniowie mi bowiem po głowie chodzą.
Jutro pracuję z kolei :)
Dyżuruję dziś..........nie wiem do której 

Jeszcze tylko dziś , jutro i po majówce.
Sprawdza się powiedzenie , że wszystko co dobre szybko się kończy:)
Młody dzisiaj wraca z gór, trochę sobie po nich poganiał.
My z Małą też . Zrobiłyśmy sobie udany wypad na babskie zakupy
A dzisiejszy dzień zapowiada się ciepły i słoneczny, po wczorajszym deszczyku to miła odmiana 
Majówkę spaprałam sobie choróbskiem - najpewniej zgubiło mnie moje łakomstwo i lody wyszły mi bokiem.
W nocy obudził mnie potworny ból brzucha, resztę nocy spędziłam na tronie.
Następny dzień dogorywałam a o powadze sytuacji niech świadczy fakt, że nawet nie wąchnęłam kawy , która przecież uwielbiam , nie mówiąc już o wypiciu 
Dziś już lepiej:)
Nie wiem jak Wy ale ja w piątek po południu rozpoczęłam długi weekend.
Baaaardzo długi , nawet bym rzekła , zakrawający na urlop niemalże

W Warszawie pogoda dopisuje , mamy upalne lato, wszędzie zielono i kolorowo za sprawą tulipanów, które w przyblokowych ogródkach rozkwitły - żyć nie umierać:)
Młody wyjechał w góry na tydzień a my włóczymy się po trochu to tu , to tam:)
Wczoraj pojechaliśmy sprawdzić co tam słychać w naszym domku.
No więc stoi w tym samym miejscu co poprzednio , Mała kolorową kredą machnęła w nim kilka dzieł sztuki dla potomności a Inka wyszczekała wszystkim psom w okolicy , że teraz to nastał nowy szeryf i ona tu rządzi 
Mamy dach - dobrze jest bo na łepetyny jakby co lecieć nie będzie.....chyba , że się stanie bliżej okna to wtedy takiej gwarancji nie daję

Lada chwila firma powinna wstawić nam też okna , drzwi i bramę garażową.
Czekamy jeszcze na tą ostatnią bo się produkuje , reszta czeka gotowa do montażu:)
PeeSik:) Jest taki fragment gdy siedzimy sobie a po środku stoi mężczyzna w czarnej koszulce i coś opowiada - to izraelski przewodnik Józef , o którym pisałam Wam wcześniej
Z Petry udajemy się do Wadi Rum . Samochodami terenowymi zwiedzamy to przepiękne miejsce , pełne prawdziwych cacuszek natury.
Widoki powalające.
Dolina leżąca wśród granitowych i zbudowanych z piaskowca skał , na których do tej pory widoczne są malunki ludności dawniej ją zamieszkującej , potrafi naprawdę oczarować człowieka.
A już taką nadwrażliwą duszę jak ja na 100% :):):)
Po pewnym czasie z jeepów przesiadamy się na wielbłądy :)
Robimy przerwę na bardzo słodką , arabską herbatkę pod namiotami beduinów.
Końcową część trasy pokonujemy jeepami a potem wsiadamy do autokaru i udajemy się do Akaby. Nasza wyprawa dobiega już końca, gdyż następnego dnia odkatujemy do Polski.
To był fantastyczny tydzień spędzony w dwóch wyjątkowych krajach, którego nigdy nie zapomnę
Petra to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Jordanii a w 2007 roku została ogłoszona jednym z siedmiu nowych cudów świata.
Od dawna marzyłam by ją zobaczyć i w końcu udało się.
To co tam zobaczyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania:)
W czasach antycznych Petra ( czyli inaczej skała) przeżywało okres swojej świetności, będąc stolicą królestwa Nabatejczyków.
Nazywali ją ,,rakmu" czyli wielobarwna . Dlaczego?
Otóż dlatego:
Do Petry dotrzeć można tylko i wyłącznie jedną drogą , przez wąwóz As- Sik.
Idzie się nim stosunkowo długo a gdy na jego krańcu podniesie się głowę do góry , czeka na człowieka taki widok:
Budowlę , która nieśmiało wyziera zza końca wąwozu Beduini nazywają Skarbcem Faraona.
Petra - miasto wykuta w skale poraziła mnie swoją wielkością.
Za żadne skarby nie sądziłam , że jest taka ogromna : domy wykute w skałach , zamki , grobowce , świątynie , teatr....
I wszystko to przetrwało do czasów obecnych byśmy mogli podziwiać:)
Mieliśmy przyjemność poznać tam Marguerite van Geldermalsen autorkę książki pt. ,,Żona Beduina", w której opisuje swoją własną historię małżeństwa z Beduinem z Petry i wspólnego życia , które tam wiedli aż do jego śmierci.
Jestem właśnie w trakcie czytania tej niezwykłej historii życia.
W chwili obecnej pani ta prowadzi w Petrze razem z jednym ze swoich synów sklep ze srebrną biżuterią.
Jeden dzień na zwiedzenie tego wyjątkowego miejsca to zdecydowanie ( i to bardzo) za mało 
To kolejne z miejsc na Ziemi obok Lindos i Abu Simbel , które zrobiło na mnie wielkie i niezapomniane wrażenie:)
piątek, 18 maja 2012
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
O tym jak bogini Hathor tchnęła we mnie nieziemski magnetyzm i gdzie zgubiłam swoje serce.... oraz wiele ,wiele innych historii :)
Z obłoku marzeń trzeźwo spoglądam na świat :)
Jestem Piaskiem Pustyni zamkniętym w szlifie kaboszonowym i oprawionym w palladowe złoto ( ukłon w stronę Bratniego :)). Kiedy chcę moczę nogi w Nassera , rozkoszując się pieszczotą wody i ciała...
Jam jest Blanką spacerującą po nocy w ogrodach fantazji.Splatam słowa, dopieszczając je muzyką.
Jestem tą , w którą Hathor tchnęła nieziemski magnetyzm. Serca nie posiadam....zostawiłam je skrzętnie ukryte w pewnym miejscu na ziemi...
Napisz do mnie na :
hurghada35@wp.pl
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj: